A klasa

Moje zakłady

Swego czasu zacząłem bawić się w zakłady sportowe. Zrobiło się to w pewnym momencie dość modne w moim liceum. Nie byliśmy jeszcze z chłopakami pełnoletni, więc często trzeba było kombinować. Mówi się o niewyjaśnionym zjawisku, takim jak szczęście początkującego. Było ono i moim udziałem. Pierwszy raz, gdy poszedłem do zakładu bukmacherskiego, obstawiłem pięć meczów drugiej ligi hiszpańskiej w piłce nożnej, o której nie miałem kompletnie żadnego pojęcia. Wygrałem wtedy 50 zł. Okazało się jednak, że miałem smykałkę do zakładów. Jestem jedną z nielicznych osób, która może powiedzieć, że na zakładach wyszła na swoje. Był nawet czas, że uchodziłem za eksperta i znajomi pytali mnie o wyniki meczów. Nie obyło się jednak bez wpadek. Pamiętam sytuację, kiedy to obstawiłem cztery wielce wątpliwe wyniki i miałem szansę na dużą wygraną. Ojciec namówił mnie jednak na dodatkowego „pewniaka”. Moje cztery przewidywania się sprawdziły, a „pewniak” zawalił sprawę. To właśnie całe (wątpliwe) piękno zakładów sportowych.